Amerykańskie uniwersytety, czyli nie wszystko złoto, co się świeci

4 Komentarze
4 Zdjęcia
Wtorek, 18-12-2012

Kryzys w gospodarce w dużej części zależy od rynku nieruchomości i kredytów zaciąganych w bankach przez masy ludzi. Jednak niepokoje towarzyszą także innym dziedzinom, również związanym z kredytowaniem działalności szkół. Dotyczy to m.in. szkolnictwa wyższego, którego rozwój stoi pod znakiem zapytania nie tylko w Polsce, ale nawet w USA.

W państwie, w którym wciąż ponad połowa uczelni wyższych znajduje się w rankingu 100 najlepszych na świecie, coraz częściej mówi się o kryzysie w edukacji studentów. Amerykańskie uniwersytety kształcą laureatów Nagrody Nobla i autorów cytowanych na całym świecie prac naukowych, ale rosnące opłaty i mniejsze korzyści z posiadania dyplomu sprawiają, że uczelnia nie jest już tak dobrą inwestycją jak kiedyś.

Można było pomyśleć, że kryzys w edukacji dotyczy głównie Polski. Coraz więcej osób z wyższym wykształceniem, bezrobocie, malejące korzyści z posiadania tytułu magistra to codzienność także Stanów Zjednoczonych. Na problem zwrócił uwagę „The Economist”, podkreślając, że od 1983 roku koszt kształcenia w przypadku jednego studenta wzrósł pięciokrotnie. Wraz z rosnącymi opłatami zwiększa się zadłużenie studentów.

Według gazety, absolwent amerykańskiej uczelni ma mniejsze szanse na szybką spłatę zaciągniętego długu, niż jego rówieśnicy w Wielkiej Brytanii i Australii. Niestety, wraz z cenami kształcenia nie rośnie jego jakość. Wielu absolwentów cieszy się dobrymi zarobkami, ale odsetek pracujących w innym zawodzie, nie wymagającym tytułu, również jest wysoki. Długi spłacają wolniej, co powoduje, że podejmowanie studiów jest większym ryzykiem niż 30 lat temu.

Ze wzrostu opłat za studia niezadowolony jest także rząd, grożący cięciem w ofiarowanej przez siebie pomocy finansowej. Do tego dochodzi nieefektywność uczelni, bo choć wymagają one wyższego czesnego, pieniędzy nie wydają na jakość kształcenia, ale obsługę i administrację. Jak wnioskuje „The Economist”, to powody rosnącego zainteresowania edukacją on-line, tańszą, nie wymagającą spędzania tylu czasów w kampusie, co w przypadku kształcenia stacjonarnego.

Zadłużanie się studentów jest oczywiście także efektem ich bezmyślności. Dostępność kredytów studenckich spowodowała lawinę niemądrze zaciąganych pożyczek. Co więcej, wiele młodych ludzi odpada ze studiów przed ich zakończeniem. Mają dług, nie posiadają dyplomu, a renoma amerykańskich uniwersytetów wkrótce może stać się mitem.

Hitem stają się powoli kursy internetowe , choćby organizowane przez takie placówki, jak Harvard University czy Massachusetts Institute of Technology. Ich dostępność raczej nie zachęca do zadłużania się, byle tylko studiować w kampusie. Wręcz przeciwnie, wraz z niższymi inwestycjami w studentów stacjonarnych, wzrasta popyt na edukację on-line.

MM

  • Wt., 18-12-2012 Gość
    Sama korzystam z edukacji on-line, szkoda, że w Polsce w pełni wprowadzą ją za jakieś 100 lat...
    Odpowiedz Zgłoś
  • Wt., 18-12-2012 dexter
    Ale edukacja... przez internet, świetna nauka...
    Odpowiedz Zgłoś
  • Wt., 18-12-2012 gosc
    Nie martwcie sie USA zajmijcie sie polskimi uczelniami ,sa na 400 ktorejs pozycji w swiecie, brawo!
    Odpowiedz Zgłoś
  • Pt., 21-12-2012 Gość
    dexter (Wt., 18-12-2012) napisał:

    Ale edukacja... przez internet, świetna nauka...


    jasne, że świetna, jak chcesz tracić czas m. in. na dojazdy ze swojej wioski na uni to trudno
    Odpowiedz Zgłoś