Najwięksi amerykańscy kupcy jadą po modę do Londynu

4 Komentarze
4 Zdjęcia
Środa, 20-02-2013

Tydzień próżności i wielkiego biznesu. A w zasadzie cztery takie tygodnie. Nowy Jork, Londyn, Paryż i Mediolan. Cztery najważniejsze tygodnie mody i maraton, który niedawno ruszył po raz kolejny.

Setki pokazów, kilometry zaliczone na wybiegu, godziny spędzone w pierwszym rzędzie i z niecierpliwością oczekiwane recenzji najlepszych krytyków w branży. Poza oczywistym prestiżem prezentacji kolekcji w najistotniejszych stolicach mody, tygodnie te są również biznesową rozgrywką o wysokie stawki

W tym sezonie najlepiej pokazać się w Londynie. To do brytyjskiej stolicy zjadą się bowiem najważniejsi kupcy w niebywałej liczbie. Potencjał Londynu rozumie sam Tom Ford, który po raz pierwszy zaprezentuje swoją kolekcję dla kobiet na regularnym pokazie właśnie w tym mieście. 

Do Anglii przylecą przedstawiciele największych amerykańskich domów handlowych Bergdorf Goodman, Neiman Marcus, Saks, Barney’s, Nordstrom. Wszyscy mocno zainteresowani i z zamiarem poważnych zakupów. Londyn przyciąga zwłaszcza Amerykanów, którzy brytyjską modę postrzegają jako bardziej awangardową i oryginalną od amerykańskiej. Jeszcze kilka lat temu londyńscy projektanci uprawiali noszową ekstrawagancję, która nie miała większych szans przyjąć się za oceanem. Dziś swój unikatowy styl łączą z wymogami międzynarodowych rynków i biją rekordy popularności, ściągając na swoje pokazy największych zagranicznych graczy. 

Pozostaje nam życzyć zdolnym, polskim projektantom, by udało im się w przyszłości zamienić łódzki wybieg i rodzimy Fashion Week na wybieg w Londynie. Angielscy organizatorzy doskonale bowiem rozumieją, że pokazy mody dla samych pokazów to przedsięwzięcie, które nie ma przyszłości i próżne hobby, na którym najlepiej wychodzą dobrze obfotografowane gwiazdy zasiadające w pierwszych rzędach. Żeby tydzień mody miał sens, musi tę modę sprzedawać. Organizatorzy polskiego tygodnia mody w Łodzi jeszcze nie doszli do tego punktu i serwują długą listę pokazów kolekcji, które po prezentacji na wybiegu odchodzą w niepamięć i lądują w prywatnych mieszkaniach ich autorów. 

Zamiast na wydarzenie ściągać kupców, którzy mogliby pokazywane ubrania wprowadzić w obieg i na ulice, u nas sadza się w pierwszym rzędzie Kasię Skrzynecką z mężem kulturystą. Nic dziwnego, że największa impreza modowa w Polsce staje się powoli przedłużonym weekendem prezentacji kolekcji projektantów-debiutantów, którzy na liście swoich marzeń mają profesjonalny pokaz mody i z naiwnością nowicjusza wierzą, że lśniący wybieg będzie początkiem wielkiej kariery. Nic bardziej mylnego. W Polsce - na razie - nie ma wybiegów, które byłyby początkiem finansowego sukcesu marki. Nie ma i być nie może, póki w pierwszych rzędach zasiadać będą wyłącznie pogodynki i trzecioplanowe gwiazdy seriali, których tytułów nikt nie pamięta.

AW

Najwięksi amerykańscy kupcy jadą po modę do Londynu

London Fashion Week

  • Najwięksi amerykańscy kupcy jadą po modę do Londynu
  • Najwięksi amerykańscy kupcy jadą po modę do Londynu
  • Najwięksi amerykańscy kupcy jadą po modę do Londynu
  • Najwięksi amerykańscy kupcy jadą po modę do Londynu
  • Pn., 18-02-2013 Gość
    Kolejny bardzo dobry artykuł , przeczytany na tym portalu, brawo dla AW.
    Odpowiedz Zgłoś
  • Pn., 18-02-2013 gosć
    zgadzam sie w 100%
    Gość (Pn., 18-02-2013) napisał:

    Kolejny bardzo dobry artykuł , przeczytany na tym portalu, brawo dla AW.

    Odpowiedz Zgłoś
  • Pn., 18-02-2013 emi
    cała prawda
    Odpowiedz Zgłoś
  • Wt., 19-02-2013 Gość
    trafne podsumowanie
    Odpowiedz Zgłoś