Bardzo drogie piwo. Prawdopodobnie najlepsze na świecie

1 Komentarz
5 Zdjęć
Niedziela, 25-11-2012

James Bond przestał pić Martini. Najpierw przestało mu zależeć czy drink jest wstrząśnięty czy zmieszany, a następnie w ogóle go rzucił na rzecz znacznie mniej wyrafinowanego piwa.

Agent Jej Królewskiej Mości wybrał holenderskiego Heinekena. Koncern za pojawienie się w filmie „Skyfall” zapłacił 45 milionów dolarów. Pojawienie się jest nie byle jakie, słynny agent sugeruje bowiem, że Heineken jest prawdopodobnie najlepszym piwem na świecie.

Takie lokowanie produktu nie spodobało się fanom Bonda, na którego posypała się ostra krytyka. Aktor i ekipa filmowa długo i wytrwale tłumaczyli się przedstawiając prawa jakimi rządzi się filmowy biznes i prezentując rachunki kosztownej produkcji. 

„Jesteśmy związani z wieloma firmami i tylko dzięki temu byliśmy w stanie zrobić ten film. Takie są fakty, bez wsparcia taki film by nie powstał. To smutne, ale tak to działa. Zrobienie filmu jest bardzo drogie, równie dużo trzeba wydać na jego promocję. Bond pije. Zawsze pił. Taki jest, bez względu na to, czy to dobrze czy źle, każdy może sam ocenić. Nie ma nic złego w tym, że pije piwo. Tak się złożyło, że jest to Heineken” – cierpliwie wyjaśniał Daniel Craig

Sporą część z 200 milionów dolarów, które pochłonęła produkcja pokryły firmy takie jak Heineken, które chciały, by ich produkty pojawiły się w filmie. Do budżetu dorzucili się między innymi Omega, BMW, Sony, Coca Cola

W mediach rozgorzała dyskusja czy poza nieprzychylnością fanów, takie lokowanie produktu ma jakieś inne następstwa. Eksperci są zdania, że tego typu taktyka promocyjna ma wątpliwe przełożenie na sprzedaż. Taka promocja sprawdzała się w czasach filmu „Top Gun”, w którym Tom Cruise nosił słynne okulary awiator, późniejszy bestseller. Sukces na tym polu odniósł też Heineken. Piwo w zielonej butelce umiejętnie wprowadzone do scenografii i scenariusza pojawiło się w filmie Davida Lyncha „Blue Velvet”. Wtedy takie działania były nowością, a lokowanie produktu było zdecydowanie bardziej subtelne, mniej intensywne i nachalne jak niż jest dzisiaj. 

Współczesny widz jest zdecydowanie bardziej odporny na tego typu działania i błyskawicznie rozpoznaje w nich reklamę. Raczej wątpliwe jest, by nagle wszyscy zaczęli pić Heinekena, mimo iż sam James Bond przekonuje nas, że to prawdopodobnie najlepsze piwo na świecie. Wykazanie związku między pokazaniem konkretnego produktu w filmie a jego sprzedażą jest rzeczą bardzo trudną i nieoczywistą. Czy zatem za tak niepewną reklamę warto płacić aż 45 milionów dolarów? Giganty pokroju Heinekena są zdania, że tak. I póki zdania nie zmienią, widzowie będą oglądać filmowe superprodukcje, za którymi stoją milionowe budżety.

[youtube]

[/youtube]

AW

  • Niedz., 25-11-2012 piwosz
    Prawdopodobnie najgorsze piwo jakie pilem...
    Odpowiedz Zgłoś